GOŚCIE PANI INDYKOWEJ

 

Cytat zaczerpnięty z rozdziału pt "Goście pani Indykowej" - Stanisław Pagaczewski "Z tobołkiem za Kraków". Inne źródła podają, że dom pani Indykowej, u której nocowało wielu podróżujących do Ojcowa 'znamienitości' mieścił się na granicy (dzisiejszej) Ojcowa i Prądnika Korzkiewskiego - w okolicy DPS Braci Albertynów. W gronie wybitnych przedstawicieli polskiej kultury zachwycających się urokami doliny Prądnika nie zabrakło takze Fryderyka Chopina. A bylo to tak....

"W niedzielę po obiedzie, nająwszy sobie wóz czterokonny krakowski za 4 talary, paradowaliśmy w nim jak najwyborniej. Minąwszy miasto i piękne okolice Krakowa, kazaliśmy naszemu woźnicy prosto jechać do Ojcowa, sądząc, iż tam mieszka p. Indyk, chłop, u którego zwykle wszyscy nocują, gdzie i panna Tańska nocowała także. Nieszczęście chciało, że pan Indyk mieszka milę od Ojcowa, a nasz woźnica, nieświadomy drogi, wjechał w Prądnik, rzeczkę, raczej przezroczysty strumień, i nie można było znaleźć innej drogi, bo na prawo i lewo skały. Około godziny 9 wieczorem spotkało nas, tak koczujących i nie wiedzących, co czynić, jakichciś dwóch ludzi; ci ulitowawszy się nad nami, podjęli się przewodniczyć do pana Indyka.

Musieliśmy iść piechotą dobre pół mili, po rosie, pośród mnóstwa skał i ostrych kamieni. Często rzekę po okrągłych belkach potrzeba było przechodzić, i to wszystko w noc ciemną. Nareszcie po wielu trudach, kuksach i marudach znaleźliśmy wreszcie dom pana Indyka. Nie spodziewał się tak późno gości. Dał nam pokoik pod skałą, w domku umyślnie dla turystów zbudowanym. Izabelo!...tam, gdzie panna Tańska stała! Każden więc z moich kolegów rozbiera się i suszy przy ogniu roznieconym przy kominku przez poczciwa panią Indykową.

Ja tylko, usiadłszy w kąciku, mokry po kolana, medytuję, czy się rozebrać i suszyć, czy nie; aż tu widzę, jak pani Indykowa zbliża się do pobliskiej komory po pościel. Tknięty zbawiennym duchem idę za nią i spostrzegam mnóstwo wełnianych czapek krakowskich. Czapki te są podwójne, niby szlafmyce. Zdesperowany kupuję jedną za złoty, rozrywam na dwoje, zdejmuję buty, obwijam nogi, a przywiązawszy dobrze sznurami, tym sposobem oswobadzam się od niechybnego zaziębienia. Przybliżywszy się do kominka, napiłem się wina, naśmiałem się z poczciwymi kolegami, a tymczasem pani Indykowa posłała nam na ziemi, gdzieśmy się wybornie przespali."

Zb. PT - ze zbiorów Piotra Tomczyka

 

Stowarzyszenie Miłośników Doliny Prądnika "Nasza-Dolina" Prądnik Korzkiewski ,  e-mail: nasza.dolina@gmail.com